piątek, 18 października 2013

~6~ You don't know me


                                          Angus and Julia Stone- Draw Your Swords


                      Ciało Zayn'a oparło się o  kolumnę na ganku. Trzęsły mi się ręce, gdy z przerażeniem szukałam kluczy do domu. Nie wiedziałam czego bardziej się obawiam- tego, że moja mama zdzieli mnie równo za przyprowadzenie chłopaka? Czy może tego, co wydarzyło z Zayn'em?
-Trzęsą ci się ręce gorzej niż przy parkinsonie- prychnął cicho chłopak, gdy udało mi się w końcu przekręcić klucz w zamku.
                       Puściłam uwagę  w zapomnienie. Cicho wsunęłam się do mieszkania słysząc tylko własne uderzenia serca. Wypuściłam powietrze, zdając sobie sprawę, że nikogo prócz nas nie ma. Każdy mój oddech wydawał się być niczym grzmot burzy.
-Chodź- skinęłam otwierając szeroko drzwi.
                        Obdarzył mnie krótkim spojrzeniem i nadal trzymając się za brzuch powlókł do środka. Trzasnęłam drzwiami zamykając je na wszystkie obecne spusty. Chciałam się upewnić, że będę miała czas aby zorientować się kiedy wróci mama.
-Spokojnie...Nie ucieknę- na twarzy Zayn'a pojawił się krzywy grymas, który chyba miał być uśmiechem.
                         W odpowiedzi przewróciłam oczyma. Już naprawdę nie miałam na to siły. Ten chłopak przeraził mnie do cna. Miałam tyle pytań, a na żadne nie poznałam odpowiedzi. Coraz bardziej przekonywałam się do słów Louisa. Prawie go nie znam.
-Dasz radę iść na górę?- spytałam kierując się powoli do kuchni.- Pójdę po okłady i bandaże, i...
-Wyliżę się, Violet- przerwał mi aksamitnym tonem.- To nie pierwszy raz.
                          I jak nigdy nic udał się grzecznie do mojego pokoju. Stałam w otępieniu jeszcze kilka chwil. Jak to nie pierwszy raz? Kim on do cholery jest? Jest tylko zwykłym dziewiętnastolatkiem, nie? Odpędziłam nadchodzącą panikę z ogromnymi falami sprzecznych informacji. Udałam się do kuchni, migiem znalazłam wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy, o których pamiętałam.
                          Zayn siedział na moim łóżku rozmyślając nad czymś głęboko. Zauważył mnie dopiero, gdy zamknęłam drzwi. Syknął próbując się podnieść.
-Poczekaj- mruknęłam podtrzymując go.
-Mówiłem, żebyś mnie zostawiła- stęknął stawiając za mną kroki.
                          Zaprowadziłam go do łazienki. Obróciłam się wyjmując gazę i preparaty, których zawsze używała Cheryl. Zabrałam głęboki oddech i spojrzałam na Zayn'a. Chłopak lekko pochylony starał się zdjąć koszulkę. Paraliż jak wredny wąż owijał się wokół mnie. Nie mogłam się ruszyć. Ledwo mrugałam. Brudny i poszarpany materiał koszulki opadł na zimne kafelki.
                           Przełknęłam ślinę gubiąc się w malowniczym obrazie ciała chłopaka. Każda moja komórka wzdychała cicho umierając ze szczęścia. Nawet krwawiąc, będąc zupełnie sponiewieranym... wszędzie roznosił zapach czekolady. Postawiłam krok w jego stronę coraz bardziej zanurzając się w oceanie kawowych oczu.
-Może trochę zaboleć- szepnęłam cicho kierując opatrunek do rany.
                           Czułam jak napiął mięśnie i ostrożnie oparł się o brzeg wanny. Na jego ramionach pojawiły się pojedyncze żyłki. Cały czas patrzył na mnie, a ja za nic nie chciałam krzyżować ścieżek naszych oczu. Dlaczego? Och, to bardzo proste- byłabym niezdolna do wykonania jakiegokolwiek ruchu.
-Powiesz mi w końcu co się stało?- zapytałam cicho wyciągając spod zlewu apteczkę z bandażem.
                           Wyciągnęłam spory kawałek i obróciłam się. Drgnęłam przestraszona. Jego dłonie opierały się na blacie, po obu stronach moich bioder. Stał lekko pochylony. Niemalże stykaliśmy się nosami. Dopiero teraz zauważyłam kilka blizn na jego obojczyku, dłoni...
-To naprawdę nie pierwszy raz- pokręciłam głową chcąc odeprzeć od siebie tę myśl.- O co tu chodzi?
-Nieważne- westchnął kiwając na bandaż.- Po prostu dokończ to i spadam.
                            Uniosłam brwi. Wyciągnęłam zimne dłonie i objęłam jego brzuch biały materiałem. Moje myśli ciągnęły się tylko w jednym kierunku- uścisk. Tak bardzo chciałam go przytulić. Miałam do tego wyśmienitą okazję, ale... nie miałam zbyt wiele odwagi. Ciepło biło od jego ciała szerokimi falami.
-Wiesz, że nie pozwolę ci wyjść?- uniosłam brew na chwilę spoglądając mu w oczy.
-A wiesz, że chyba mnie to nie obchodzi?- pochylił się jeszcze bliżej i musnął nosem linię mojej szczęki.
-Jesteś albo tak odważny, albo tak głupi- mruknęłam odpychając go lekko.
                             Uśmiechnął się wpatrując w moją twarz. Już czułam jak nagle moje piegi wyrastają jeden za drugim, ciągnąc za sobą okropne, wielkie pryszcze. Niemalże widziałam przetłuszczające się włosy i garbaty nos, i popękane, suche usta... Widziałam jak staję się potworem.
-Nie patrz tak na mnie- potrząsnęłam głową chcą osłonić włosami twarz.
-Dlaczego?- nadal stał tak blisko, pomimo tego, że już dawno skończyłam go opatrywać.- Drażni cię to?
-Tak- pokiwałam głową.
-No dobra. Przestanę, jeśli odpowiesz mi na pytanie- nachylił się i ujął moją dolną wargę.- Kto to zrobił?
-Miałam nadzieję, że ty mi powiesz- burknęłam.- Nie pamiętam niczego po wyjściu z dyskoteki.
                              Zayn gwizdnął cicho i opuścił dłoń.
-Słabiutka jesteś.
-Uch, to nie...
                             Znowu wyszłam na idiotkę, która boi się własnego cienia- Brawo Violet.
-Jasne- sięgnął po bluzkę.- To da się wyczuć Violet. Nie jesteś złą dziewczynką- pokręcił głową.- Jesteś bardzo wrażliwa i uległa. A wnioskuję także, że nad wymiar posłuszna, po twoim strachu przed matką.
                             Wbiłam paznokcie w dłonie. Byłam na niego zła. A jeszcze bardziej na siebie. Ty ofermo. Nie zrobiłam na nim wrażenia. Może już nigdy nie będzie mi dane z nim porozmawiać. Ale jednak tu jest... dlaczego?
-Możesz mówić, że jestem wrażliwa i ufna, i co sobie tam jeszcze wymyślisz, ale nie masz prawa oceniać moich relacji z mamą!- krzyknęłam czując wzbierające się łzy.- Sądzisz, że jesteś jakimś pieprzonym jasnowidzem i wiesz o mnie wszystko?!- podeszłam bliżej i prychnęłam.- Nie wiesz nic!
                              Skoro i tak już więcej się nie zobaczymy, to mogłam to wykrzyczeć. Mogłam się wyżyć za te wszystkie dni i noce spędzone na obmyślaniu kim mam się dla niego stać. Chyba miałam dość. W tym całym bałaganie zapomniałam o sobie. Zapomniałam, że to ja mam czuć się dobrze.
-Masz rację- pokiwał głową przyglądając mi się.- Chciałbym wiedzieć więcej.
                              Szczęknęłam zębami zamykając buzię z wrażenia. Czy on właśnie to powiedział? Nagle w pokoju zrobiło się jaśniej i chłodniej. Zayn spojrzał na mnie z tajemniczym uśmieszkiem.
-I tak wiesz o wiele za dużo- mruknęłam splatając dłonie na piersi.- Za to ja nie wiem nic o tobie.
                              Momentalnie na jego twarz wtargnął cień. Zacisnął szczęki i nerwowo rozejrzał się po łazience. Spoglądał wszędzie, tylko nie na mnie.
-Jestem zwykłym uczniem liceum, tak jak i ty- wzruszył ramionami.
-Jasne, a ta dziura pod żebrami wypaliła się sama- kiwnęłam głową.- Może tego nie zauważyłeś, ale nie jestem aż tak głupia jak niektóre twoje koleżanki.
-Wiesz co Violet?- zmrużył oczy, podszedł i przycisnął mnie do blatu.
                              Słyszałam jak krew wstrzymuje swój bieg. Cisza zagrała wokół nas. Wszędzie unosił się zapach czekolady. Nos czarnowłosego przemknął po mojej szyi.
- Uważaj, bo ciekawość to pierwszy stopień do piekła- szepnął i odsunął się.
                              Po raz ostatni musnął kciukiem moją popękaną wargę i bez słowa wyszedł zostawiając mnie samą z płonącym sercem.


                             Następnego dnia wbiegłam na werandę wiktoriańskiego domu. Uspokoiłam swój oddech i zapukałam kilka razy w ciemne drzwi. Usłyszałam cichy głos i kroki. Drzwi otworzył mi chłopak, który na mój widok, od razu się uśmiechnął.
-Violet, cześć- otworzył drzwi szerzej.- Wejdź.
-Ale ja tylko...
-Właź- wziął mnie za dłoń i wciągnął do środka.
                                       Otumanił nas zapach pierniczków. Poczułam jak burczy mi w brzuchu. Nie jedz. Nie jesteś głodna, Violet.
-Mama piecze ciasteczka- wyjaśnił.
                        Nagle poczułam jak coś przytula się do mojej nogi. Spojrzałam w dół. Mała blondynka z jasnymi oczami, podobnymi do Louisa. Uśmiechała się szeroko pokazując brak górnej jedynki.
-Jasmine, zmiataj stąd- skinął w stronę kuchni.- Przepraszam, Violet, ale moja siostra jest strasznie...hm... jakby to powiedzieć...
-Przyjazna- uśmiechnęłam się i kucnęłam przed małą.- Cześć. Nazywam się Violet. Jestem przyjaciółką twojego brata- zerknęłam w stronę chłopaka opierającego się o drzwi.
-To ty!- pisnęła radośnie i przytuliła mnie.- Lou cały czas o tobie trajkotał- powiedziała cichutko.
-Jasmine bądź tak łaskawa i sprawdź czy cię nie ma w kuchni- bąknął odciągając siostrę ode mnie.
-Mamo!- jęknęła dziewczynka.- Louis zabiera mi gościa!
                 Usłyszała cichy śmiech, a po chwili zza rogu wyjrzała kobieta po czterdziestce. Brązowe, farbowane włosy opadały jej na czoło. Uśmiechnęła się wycierając dłonie w ścierkę.
-Witaj! Ty zapewne jesteś Violet. Louis dużo...
-Mamo- chłopak jęknął i przewrócił oczyma wpychając w jej dłonie siostrę.- Przestań, proszę.
-Och, no dobrze już- westchnęła i z uśmiechem zniknęła w oparach ciastek.
                    Louis zaprowadził mnie do swojego pokoju na piętrze. Zamknął za nami drzwi. Odetchnął z ulgą i spojrzał na mnie troskliwie.
-Wszystko w porządku?
-Nie, Louis- pokręciłam głową siadając na brzegu łóżka.- Miałeś rację jeśli chodzi o Zayn'a. Nic o nim nie wiem. Wczoraj się o tym przekonałam, gdy...
-Co?- zmrużył oczy.- Violet powiedz mi co się stało.
                        Opowiedziałam. Od początku do końca. Starałam się niczego nie pominąć. Ufałam Louisowi i wiedziałam, że nikomu nie powie. Gdy skończyłam wydawał się być zmieszany. Błądził wzrokiem po ścianach i suficie.
-Ty coś wiesz- przyglądałam mu się badawczo.
-Znaczy...znam Zayn'a bardzo długo i...- westchnął.- Zabiłby mnie, gdybym teraz ci wszystko wyśpiewał.
                        Zagryzłam wargę i spuściłam wzrok zrezygnowana. Stukałam palcami o kolano, by po kilku sekundach wstać z zamiarem wyjścia.
-Poczekaj- Louis złapał mnie za nadgarstek.- Tobie naprawdę na nim zależy?
                         Przełknęłam ślinę gotowa na najboleśniejszą prawdę w życiu.
-Bardzo, Lou- zapewne wyglądałam jak zbity szczeniak.
-Mogę... dać ci pewien adres. Ale musisz być w stu procentach pewna. To niezbyt przyjazne miejsce...Zwłaszcza dla nieznajomych osób- sięgnął do kieszeni i włożył do mojej dłoni złożony papierek. Chwilę muskał moje palce, po czym dodał:- Zgłoś się do Harrego Styles'a i zapytaj o Zayn'a. Jak coś powiesz, że jesteś ode mnie- westchnął po czym przeczesał włosy w nerwowym geście.- Cholera, musisz już iść, bo jeszcze się rozmyślę.
                         Niepewnie uśmiechnęłam się i mocno go przytuliłam. Nie wiedziałam jak mam mu dziękować. Dostałam bilet w jedną stronę do nieba.
_________________________________________
                          Hello!
                          Kilka razy zmieniałam plan wydarzeń i obmyślałam, czy przypadkiem nie za szybko chcę wprowadzić drugą stronę naszego Zayn'a. Stwierdziłam, że nie mogę was zanudzać i postanowiłam zostawić rozdział tak jak jest :) Jest pół na pół- trochę naszego tajemniczego Zayn'a i opiekuńczego Louisa. Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba, co? Może chociaż troszkę?
                          Jesteście cudowne! Każdym komentarzem dajecie mi taką motywację jak nigdy! Nie zasługuję na tak wspaniałe czytelniczki  ♥ ♥ ♥

6 komentarzy:

  1. Zaraz po tym, jak zobaczyłam, że na Twoim blogu pojawił się rozdział, szybko poleciałam do kuchni, by zaparzyć sobie herbatkę. Ach, taki mały "prowiant" do czytania. I oczywiście, stercząc w kuchni i czekając, aż woda się zagotuje, miałam cholernie dużo czasu na rozmyślanie. Musiałam go więc jakoś wykorzystać.
    Zastanawiałam się nad tym, jak rozpoznać dobre opowiadanie. Jako, że nie jestem jakoś szeroko obeznana w świcie opowiadań i tym wszystkim, moje rozmyślenia nie były w żadnym razie filozoficzne. Ale mimo wszystko doszłam do pewnego, bardzo prostego wniosku. Jak powszechnie wiadomo, dobre opowiadanie zachodzi nam głęboko w pamięć. Mijają dni, a ja na przykład wciąż zastanawiam się, co wydarzy się w następnym rozdziale. Próbuję ułożyć jakąś w miarę wiarygodną wersję wydarzeń i udawać, że pozjadałam już wszystkie rozumy i doskonale wiem, jak to się dalej potoczy. A przynajmniej, jakbym chciała, żeby się potoczyło.
    Podobnie jest z Twoim blogiem. Pamiętam bardzo wyraźnie całą historię, a już najbardziej koniec każdego rozdziału i uparcie zastanawiam się nad tym, co wydarzy się w następnej kolejności. Jest jednak drobna różnica. Jeszcze ani razu nie udało mi się zgadnąć. Co więcej, do tej pory do głowy nie wpadła mi ani jedna składna myśl. Po prostu, zaraz po przeczytaniu rozdziału w głowie mam wielką pustkę. Zdaje się więc, że jestem w tak ciężkim szoku po kolejnym zderzeniu z Twoim talentem, że żadne rozsądne myśli nie przychodzą mi do głowy. Ale spokojnie, mam cały tydzień, by zastanowić się nad tym, jaką rolę odegra Harry Styles, i jaka jest druga strona Zayna. Jestem mega ciekawa, co dla nas zgotowałaś.
    (Tak nawiasem mówiąc, coraz bardziej przekonuję się do Louisa. Jest świetny. Może odrobinę za delikatny, ale ubóstwiam go. Mam więc nadzieję, że odegra w kolejnych rozdziałach jakąś ważną rolę, i być może pokaże nam, że nie jest jedynie słodkim facetem, a również ma mocny charakter.)

    Kochana, jak zawsze rozdział wyszedł Ci cudownie. Mua!
    Czekam więc z niecierpliwością na następny i mam ogromną nadzieję, że pojawi się już niebawem.
    Naturalnie, życzę mnóstwa weny!

    Buziaki!
    Charlie ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Oczywiście, że zasługujesz na czytelniczki, To ja nie zasługuję na czytanie tak pięknego dzieła. Boże, jestem zakochana i nic chyba tego nie zmieni. Uwielbiam Louisa, uwielbiam Violet i uwielbiam Zayna. Cała trójka sprawia, że na mojej skórze pojawia się gęsia skórka. Każdy z nich ma jakąś tajemnicę. Mimo wszystko wciąż jestem za Violis. Jak na razie Zayn nie dał mi powodów, aby chciała żeby był z Violet. Ona jest za delikatna dla niego, a Louis jest taki opiekuńczy, miły i cholera, jest w niej zakochany. Bardzo bym chciała, aby między nimi coś zaiskrzyło. Ale mimo wszystko wciąż chcę dowiedzieć się więcej o Maliku. Jestem pewna, że jest na pewno wrażliwym i kochającym chłopakiem tak samo jak jego przyjaciel. Może powinien zdjąć maskę niegrzecznego chłopca? Oczywiście uwielbiam go w takim wydaniu, ale trochę czułości nikomu nigdy nie zaszkodziło, prawda?
    W każdym razie, mam nadzieję, że wiesz iż jesteś niesamowita. Jeżeli nie, to będę Ci to powtarzać do usranej śmierci. Uwielbiam Cię!
    Pozdrawiam i życzę weny <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobra mam do Ciebie kilka spraw :]
    Po pierwsze nie mów, że nie załugujesz na takie czytelniczki bo to nie prawda. To my nie zasługujemy na taką piasarkę jak ty. Twoje opowiadanie zawiera w sobie tyle różnych emocji: strach, lęk, ból, szok, niecierpliwość, przerażnie, radość, szczęście, niepewność, podekscytowanie a wymienienie wszystkich zajęłoby mi rok, więc nie będę cię zanudzać : )
    Po drugie już pierwszy rozdział tak mnie wciągnął, że wiedziałam, iż będę go czytać i zachowywać się jak osoba, która uciekła z psychiatryka w czasie pomiędzy rozdziałami :3
    Po trzecie chciałabym, abyś nigdy nie rezygnowała z pisania bo czytając rozdziały idzie wyczuć, że sprawia ci to ogromną radość i plusem jest to, że, gdy już zaczniesz pisać to wychodzi prawdziwa magia. Mieszanka uczuć, wyobraźni, magi...
    Może przenieść się w inny świat. Mogę poczuć się jak główna bohaterka :>
    Nie raz czytając twojego bloga płakałam. Łzy leciały mi strumieniami bo wiem jak ona się czuła. Sama jestem gruba i ...
    Mam przez to problemy :(
    Jej los jest mi tak dobrze znany bo sama przeżywałam dosłownie to samo...
    Zupełnie jakbym czytała swoją biografię tylko ze zmienionym imieniem :<
    Po czwarte rozdział wyszedł ci niesamowicie. Szczerze to już myślałam, że Zayn ją pocałuje. Tyle razy twoje opisy na to wskazywały. Jarałam się przy czytaniu tego jak psychopata : )
    Nie wiem czy to dobrze, czy źle, ale wiem, że nie chcę się z tym rozstawać! Kocham tego bloga! Kocham to opowiadanie! Kocham twój styl pisania! Kocham twoje rozdziały! Kocham ciebie za to, że piszesz i poświęcasz nam swój czas, który mogłabyś spędzić w jakiś inny sposób <3
    Mam nadzieję, że cie nie zanudziłam i nie rozczarowałąm bo jak widzę, niektóe dziewczyny bardziej się rozpisują :'(
    Wybacz xx
    Życze weny <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowne rozdziały. Kurde Lou jest tak zakochany w Violet<3

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak zwykle cuddnyy. osobiście chciałabym alby Lou był z Violet ;-) ale to od cb zależy pozdrawiam i czytam dalej ;-) Kate

    OdpowiedzUsuń